„Wyspa skazańców”

Dennis Lehane

Na wyspie znajduje się szpital dla obłąkanych przestępców. Trafiają tam najtrudniejsze, a jednocześnie najciekawsze dla medycyny przypadki. Więźniów jest niewielu, a zadaniem lekarzy jest przywrócenie ich do normalności, albo przynajmniej uświadomienie im co zrobili, kim są i jakie mają problemy. Na wyspę przyjeżdża szeryf Teddy, który ma wyjaśnić tajemnicę zniknięcie jednej z pacjentek. Potem okazuje się, że ma on osobiste powody, aby na tej wyspie się znaleźć – chce odszukać podpalacza, przez którego zginęła jego żona. W trakcie pobytu natrafia na dziwne znaki, szyfry, spotyka się z podejrzanym zachowanie posługaczy i personelu. Na czele z tajemniczym doktorem Cawleyem. Wszystko wygląda na to, że uknuto spisek przeciwko szeryfowi, w wyniku którego ma on być uznany za obłąkanego i nie wydostać się z wyspy.
I gdy już uwierzyłam w te wersję, gdy czekałam na sposób który wykorzysta szeryf aby uciec, gdy wszystko zaczęło układać się w logiczną całość, zrozumiałam, że dałam się nabrać autorowi książki. Bo to Teddy jest pacjentem. Człowiekiem, który zabił własną żonę po tym, gdy ona zamordowała ich dzieci. I ma urojenia, w których odsuwa od siebie bolesną prawdę.
Fajnie, gdy książka jest tak skonstruowana, że nie pozwala domyślić się finału za wcześnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *