Przeczytane

jedna po drugiej, trzy pozycje Kosińskiego. Aby mieć szerszy pogląd i jakiś obraz jego twórczości. Zmęczył mnie, wygniótł od wewnątrz, obrzydził, wykręcił, poruszył, dał do myślenia. Na pierwszy ogień „ Malowany ptak” Historia chłopca, wysłanego przez rodziców na wieś na początku 1939r. Opiekunka, która miała się nim zaopiekować w czasie wojny umiera i od tej chwili dzieciak musi radzić sobie sam w nastawionej do niego wrogo społeczności. Nie ma czasu na płacz, tęsknotę, jest tylko walka o przetrwanie, instynkt samozachowawczy. Książka, brutalna, wstrząsająca, nasycona brudną erotyką, bez cienia słodkich wstawek. Nie raz zastanawiałam się czytając, czy opisane w niej zachowania ludzkie są prawdopodobne czy to tylko wymysł autora. Chciałam aby to była ta druga wersja. Potem „Kroki”. Seria epizodów, szczerych dialogów odartych z intymności, sytuacji świadczących przeciw człowieczeństwu. Uwięziona w klatce i wykorzystywana seksualnie kobieta, ksiądz który na to wszystko pozwalał, dziewczyna parząca się ze zwierzęciem wśród chichotów zebranych wokół niej mężczyzn, gierki kochanków. To tylko przykłady. Na koniec zaserwowałam sobie, zawierającą wiele wątków autobiograficznych „Randkę w ciemno”. Do takich zaliczyć można małżeństwo bohatera książki Levantera z bogatą kobietą, która umiera młodo, umiłowanie jazdy na nartach czy morderstwo przypominające mord wykonany przez bandę Mansona w willi Polańskiego. Ciąg zdarzeń przeplatanych retrospekcją. Tak wiele się w tej książce dzieje – gwałt w obozie, związek z transwestytą, potem z prostytutką, zamach w górach, zjazd karłów…itd. Szybko, ciekawie, mocno.
Po Kosińskim pognałam do biblioteki aby jak najszybciej wybrać sobie nowe pozycje. Zupełnie inne po to, aby złagodzić moją niechęć do świata. Wypożyczoną „Biedną panią Morris” Magdy Dygat przeczytałam w jeden wieczór. Dwie bohaterki, których losy splatają się niespodzianie. Starsza, która uciekła od życia jakie zaplanowali dla niej rodzice i żyjąc tylko dla siebie udawała że nic poza nią nie jest ważne, i młodsza, szukająca własnego miejsca i celu. Obie spotykają się gdy starsza – Jane wynajmuje młodszej – Rose, mieszkanie w kamienicy. Łączy je jednak znacznie więcej niż tylko przyjazne stosunki między lokatorką a ekscentryczną właścicielką, ale o tym dowiedziałam się tak naprawdę z ostatnich kartek książki. „ Pan Bóg pomaga tym, którzy pomagają sobie” twierdził dziadek Rose. Ona w to uwierzyła i wyjechała z domu właśnie po to, aby sobie pomóc i czekać. I chyba się doczekała.

6 comments to “Przeczytane”
  1. Ja nie czytałam dotąd żadnej książki Kosińskiego… więc nie mam zdania na temat jego twórczości… ale masz rację są książki, które „wykręcają” od środka… wywołują niepokój i mnóstwo myśli…

  2. a mnie się Kosiński podoba. Pisze jak zycie dyktuje bez ckliwości i pierdół w stylu żyli długo i szczęśliwie.
    A teraz polecam „Akwarium” Wiktora Suworowa – o wywadzie radzieckim. Specnaz, KGB, GRU i te tematy. Porywające i prawdziwe…

  3. nie czytałam, ostatnio brak mi czasu na tyle rzeczy, a tak bardzo chciałabym jednak każdą wolną chwilę poświęcić na ciekawą lekturę.

    a nie mogę 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *