pa pa morze

Kolejna ucieczka. Tym razem wylądowaliśmy we Władysławowie.
Bardzo ciężko było znaleźć kwaterę (dzięki xxx, ale 13-tego, o tej porze, byłam już w drodze :)), jednak udało się. Namiar kolegi męża okazał się trafiony.
Mimo naszej prawie corocznej bytności w Jastarni, jeszcze nigdy nie odwiedziliśmy, oddalonego na rzut kamieniem, Władysławowa.
Władysławowo zaskoczyło mnie . To spore, rozległe miasto, z równie dużą plażą. Początkowo czuliśmy się tam zagubieni, ale potem zaakceptowaliśmy nowe miejsce.
Zależało mi aby jak najwięcej spacerować, a pogoda w pierwsze dni właśnie temu sprzyjała. Wyposażeni w kurtki deszczowe połaziliśmy po mieście, porcie i plaży.
Oczywiście odwiedziliśmy Jastarnię. W zasadzie spędziliśmy tam całą sobotę.
Znowu mam różowy nos i czoło. Kolejne piegi.
Po podliczeniu naszych wszystkich wakacyjnych wydatków okazało się, że za stracone pieniądze mielibyśmy nowe meble kuchenne, o których marzę. A co tam ! I tak jakoś na nie wyśrubiemy trochę kasy.

A Uszaty przeżył !
Obawiałam się wejścia do domu i zajrzenia w klatkę. Ze względu na syna.
Jednak po podliczeniu okazało się, że żadnego nie brakuje!
Skoro maluch poradził sobie do tej pory, myślę że da radę.
Jest mniejszy, drobniejszy, ale tak samo ruchliwy jak pozostałe. 🙂

4 comments to “pa pa morze”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *