film „Dzień Świra”

Obejrzałam ten film
Z niezłym opóźnieniem, ale z reguły nie jestem na bieżąco w obszarze hitów kinowych.

Momentami ryczałam jak krowa, albo zanosiłam się zaraźliwym śmiechem, w wyniku którego mąż rechotał roniąc łzy. A już scena w klasie, w trakcie której bohater mówi o Mickiewiczu, recytuje wiersz, a w odpowiedzi słyszy puszczane przez jedną z uczennic bąki, wywołała u mnie salwę radości.
Nie nudziłam się na tym filmie na pewno.
A wulgaryzmy?. No były. Generalnie nie lubię. Tu zniosłam. Uznałam je za konieczne.
Marek Konrat – wykładowca, inteligent – do ostatniego ujęcia żałosny, śmieszny, tragiczny i smutny jednocześnie. Codziennie wpada w ten sam rytuał toaletowo kuchenny, codziennie kłóci się z natrętami, odwiedza matkę, syna, próbuje uczyć się angielskiego. Codziennie szuka miłości z lat szkolnych.
Narzeka, ale jednocześnie nie może uwolnić się od schematu.
Próbuje, ale wciąż tkwi w pętli codzienności.
Ech….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *