„Mistrz i Małgorzata”

Bułhakow

Dziwne dzieło. Tak wiele o nim słyszałam. Przede wszystkim wypowiedzi mądrych, znanych osób o genialności tej powieści.
Chciałam zaliczyć tę pozycję aby móc, w rozmowie na jej temat, powiedzieć – tak, czytałam, wiem.
Hmm…
Jeszcze nie wiem co myślę. Powinnam przeczytać ją po raz drugi. Możliwe, że tak właśnie zrobię.
Ogrom postaci, zdarzeń…niby wszystko kręci się wokół szatańskich poczynań…wciąż pojawia się wątek Poncjusza Piłat …walka dobra ze złem….niby potęga miłości i jej zdolność do poświęceń…ale wszystko tak pokręcone, szalone, barwne….ileż słów, niesamowitych opisów, cudowne porównania…jeszcze niewiele wyłuskałam…za mało pamiętam…
Momentami książka wciągała mnie jak tylko ona potrafi, kartki przerzucałam bezwiednie, chłonęłam każde słowo, widziałam dokładnie miejsce akcji, byłam tam całą duszą. Ale dopadały mnie takie chwile gdy znużona nie mogłam skupić się na treści, nie czułam, brakowało magnesu.
Ale teraz wiem, książkę tę powinno przeczytać się bez przerywania, jednym tchem, przez jeden wieczór…noc…. inaczej traci się wątek. Ja podzieliłam ją sobie na …hmm…5 części. Błąd. Tak wyszło. Żałuję.

Dlatego rzucę rękawicę pod nogi Bułhakowa po raz drugi.
Nie trać wiary mistrzu.
Szalej wiedźmo Małgorzato.
Kuś Wolandzie.
Rozmyślaj Piłacie.
Panajew…Skabiczewski….intryganci…rozbite binokle….czarny kocur…miauuu…
Dopadnę was. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *